Pułapki odchudzania

Bardzo często spotykam w gabinecie osoby, które są "całe życie na diecie" a mimo to, nie osiągają swojej wymarzonej masy ciała a jeżeli nawet to tylko na krótko. Walczymy każdego dnia z pokusami, katujemy aktywnością fizyczną, a mimo to nie mamy efektów. 

Przedstawiam Wam kilka najczęściej pojawiających się błędów:
  1. Jedzenie za mało - zbyt niska wartość energetyczna diety nie przynosi nic dobrego. Przez kilka dni jemy 1000 kcal, nasz organizm walczy z nami o każdy gram tkanki tłuszczowej bo deficyt jest zbyt duży. Z naszych mięśni ubywa glikogenu mięśniowego i związanej z nim wody i niestety to są kilogramy które gubimy na detoksach i innych restrykcyjnych, ekstremalnie ubogoenergetycznych dietach. 
  2. Kolacja zbyt wcześnie - mit jedzenia kolacji do 18:00. Kolację jedz 3 - 4 godziny przed pójściem spać, czasem nawet 2 jeśli tego wymaga Twój tryb dnia - np. kiedy kończysz późno pracę. Po treningu zawsze zjedz posiłek, nawet jeżeli ma być to na godzinę przed położeniem się do łóżka. 
  3. Mało wody. Odwodniony organizm gorzej funkcjonuje. Zawsze. Nie chodzi tylko o mniejszą wydolność fizyczną ale też gorszą koncentrację czy mniej efektywne spalanie tkanki tłuszczowej. 
  4. Strach przed węglowodanami. To nie węglowodany powodują wzrost masy ciała. Tyjemy od nadmiaru spożytej energii niezależnie od tego skąd pochodzi (z białek, tłuszczy czy węglowodanów). Co nie zmienia faktu, że wysoka podaż cukrów prostych (napoje słodzone, słodycze, a nawet soki owocowe!) nie jest zdrowa i pośrednio przyczynia się do rozwoju otyłości. Co jakiś czas pojawiają się kolejne rewolucyjne diety ubogoenergetyczne mające być lekiem na wszelkie dolegliwości. Czy są skuteczne? Tak, jeżeli skuteczność mierzymy samym spadkiem masy ciała, w krótkim czasie. Nie, jeśli naszym celem jest trwałe pozbycie się nadmiarowych kilogramów i poprawa stanu zdrowia. W żywieniu nie ma dróg na skróty i jeżeli ktokolwiek obiecuje Wam sukces za pomocą pozbycia się lub wprowadzenia pojedynczych produktów lub całych grup (np. węglowodanów) to jest to niczym nie potwierdzony slogan reklamowy. Gdyby to było takie proste nie byłoby otyłości...
  5. Skupianie się na liczeniu kalorii. Kalorie są ważne. Kalorie to energia, którą spożywamy. Skoro, żeby schudnąć niezbędny jest deficyt energetyczny, to musimy być pewni, że go utrzymujemy na odpowiednim poziomie. Jestem jednak daleka od spłycania problemu kontroli masy ciała do liczenia kalorii. Duże znaczenie ma też jakość spożywanej żywności, jej wartość odżywcza czy indeks glikemiczny. Białka i węglowodany dostarczają tyle samo energii - 4 kcal/g, jednak ich funkcje są inne. Jeden cukierek typu kasztanek to około 100 kcal, podobnie jak średnie jabłko (~180 g).

  6. Traktowanie aktywności fizycznej jako sposobu na odchudzanie. Teoretycznie każda motywacja do podjęcia aktywności jest dobra, skoro działa. Niestety nie do końca sprawdza się to w przypadku odchudzania. Problem polega na tym, że jeśli łączymy treningi ściśle z masą ciała możemy bardzo szybko zniechęcić się do kontynuacji regularnych ćwiczeń. Na przykład po trzech miesiącach, kiedy stając na wadze, nie zauważymy efektów treningów. Sama aktywność fizyczna nie jest w stanie trwale nas odchudzić (więcej na ten temat przeczytasz tutaj). Jest natomiast niezbędna dla utrzymania naszego zdrowia.  
  7. Zbyt wygórowane oczekiwania rodzące zbyt restrykcyjne podejście do odchudzania i w efekcie frustrację. Prawidłowy, bezpieczny spadek masy ciała to około 2 - 4 kg miesięcznie. Jeśli przez lata żywimy się nieprawidłowo i doprowadzamy do otyłości to nie powinniśmy oczekiwać, że w dwa miesiące zdrowo pozbędziemy się balastu. Niezdrowo się da, ale radość z osiągnięcia wymarzonej masy ciała będzie krótka ponieważ efekt jojo pojawi się prędzej czy później. 
  8. Nie wystarczy jeść dobrze od poniedziałku do piątku. Weekendowe szaleństwa mogą skutecznie zniwelować deficyt energetyczny i przeszkodzić w spadku kilogramów. 


Publikowanie komentarza

0 Komentarze